Moje pierwsze zawody + Relacja z 27. Dziesiątki Myśliborskiej


Kolejny bieg w sezonie za mną, tym razem startowałam w mojej rodzinnej miejscowości - Myśliborzu. Do tych zawodów mam niesamowity sentyment, bo to właśnie tutaj zaczęła się moja historia z bieganiem i między innymi o niej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Uwaga, niżej upubliczniam siebie w koszulce z pokemonem, więc koniecznie przeczytajcie ten wpis! :)  



Wszystko zaczęło się 17 (!) lat temu. Dzień w którym podjęłam decyzję o byciu sportowcem pamiętam jak dziś. Rozgrzewający się biegacze, głośna muzyka, słoneczny poranek i ja, 6-letnia wówczas dziewczynka z dobieranym warkoczem i koszulką z Pokemonem. Przyjechałam kibicować w bieganiu mojej siostrze, ale tak spodobała mi się atmosfera, że powiedziałam "też chcę". Szybka organizacja adidasów (jako typowa kobieta przyjechałam w lakierkach i sukience), spisanie danych na karteczce i prędko na start. Przebiegłam 300 metrowe kółko wokół rynku, które zdawało mi się kosmicznie długim dystansem, zmęczyłam się jak nie wiem co, ale wygrałam z dziewczynkami rok starszymi ode mnie, poczułam smak zwycięstwa, ale chyba wtedy jeszcze nie wiedziałam, że sport na stałe zagości w moim życiu.

 

Po moim pierwszym "sukcesie" zostałam wypatrzona przez wuefistów i od pierwszej klasy podstawówki byłam wysyłana na wszystkie zawody - bieganie, pływanie, piłka nożna, koszykówka, skos wzwyż, skok w dal. Przy okazji nazbierałam trochę medali, chociaż zdecydowanie więcej czasu i uwagi poświęcałam nauce. Startowanie bez odpowiedniego przygotowania napawało mnie strachem i brzuch bolał mnie już na tydzień przed zawodami ;) 

Jedna z edycji Myśliborskiej Dziesiątki szczególnie zapadła mi w pamięć. Miałam wtedy może 11 lat, pech chciał, że na samym początku biegu przewróciłam się o podstawioną nogę innej zawodniczki. Dosyć ostro przejechałam się po asfalcie kolanami, wyrostkami biodrowymi  i dłońmi. Wstałam, popatrzyłam przed siebie - czołówka zdążyła mi już uciec. Stwierdziłam jednak, że jak coś zaczynam to nie ma opcji żebym zeszła z trasy. Wstałam i mimo bólu pobiegłam dalej. Na kolejnym zakręcie czekali na mnie rodzice, którzy przyjechali mnie dopingować. Na początku nie zauważyli moich obrażeń, a mama widząc jak wlekę się na końcu stawki rzuciła "Ee, teraz to już pozamiatane". Oj chyba nigdy się tak nie zezłościłam, pomyślałam sobie "Pozamiatane? To patrz." Nie wiem skąd wzięłam siły, ale na mecie byłam druga. Szkoda, że mama nie stała gdzieś wcześniej, bo do wyprzedzenia pierwszej zawodniczki zabrakło mi 5 metrów. Na mecie rodzice znaleźli mnie w namiocie ratowników i wyobraźcie sobie minę mojej mamy, która po pierwsze - zobaczyła mnie całą w bandażach, a po drugie dowiedziała się jak nietrafnie mnie oceniła. Szkoda, że nie udało mi się dokopać do zdjęć z tej edycji, ale pamiętam, że po biegu udzielałam nawet wywiadu dla lokalnej telewizji ;) 


Rok temu, 16.05 po raz pierwszy po tak długiej przerwie zdecydowałam się wystartować w zawodach. Na miejsce mojej reaktywacji wybrałam właśnie Myśliborską Dziesiątkę, czyli zawody od których wszystko się zaczęło. Tym razem do pokonania miałam niestety nie trzysta metrów, a 4 kółka po 2500 metrów każde. Biegło mi się naprawdę genialnie, cały dystans z uśmiechem na ustach, szczególnie kiedy mijałam mojego trenera z czasów gimnazjalnych i widziałam jak bardzo cieszył się, że po tylu latach znowu widzi mnie w ruchu, a jego praca nie poszła na marne i zaszczepił we mnie pasję do biegania. Zawody ukończyłam z czasem 43.02 jako 4 kobieta, 1 w mojej kategorii wiekowej oraz jako 1 mieszkanka Myśliborza.

 

 

W końcu dochodzimy do meritum, czyli mojego niedzielnego startu. Warunki pogodowe zdecydowanie nie były korzystne - niemal 30 stopni Celsjusza, do tego ani jednej chmurki na niebie, a początek zawodów zaplanowany na  12:00. Zostałam obudzona o 5:30 przez głośne mruczenie Lucjana, który postanowił okazać mi miłość poprzez położenie swojego brzucha na mojej twarzy. Potem nie mogłam już zasnąć, ale nie miałam mu tego za złe, bo kiedy tak się przytula to jest najsłodszym kotem na świecie. Na śniadanie mój sprawdzony przedstartowy zestaw - czyli pszenna bułka z serkiem i dżemem.  Potem nauka na kolokwium z neonatologii, banan i w drogę! Pakiety odebrane, więc na miejscu pozostało już tylko się rozgrzać. Postanowiłam poszukać odrobiny cienia, dlatego udałam się do parku nad jeziorem, gdzie spotkałam kolegę z czasów mojego gimnazjalnego trenowania. Zagadaliśmy się i ledwo zdążyliśmy na bieg :) 


Na samym początku popełniłam swój standardowy błąd, czyli pierwszy kilometr pobiegłam zdecydowanie za szybko. Potem zganiłam sama siebie w duchu, zwolniłam i starałam się trzymać jedno tempo. Trasa w Myśliborzu jest dosyć wymagająca - są podbiegi, kocie łby oraz droga z progami zwalniającymi. Jednak największą trudnością w tym biegu nie była problematyczna trasa, a fatalne warunki pogodowe. Żar lał się z nieba, korzystałam z każdego punktu z wodą, nawet kiedy wiązało się to ze znacznym zwolnieniem tempa - wielu biegaczy zatrzymuje się na początku stolików z wodą, proszę nie róbcie tego :D! Ogromne podziękowania dla właściciela myjni, który od drugie okrążenia  zamontował nam ochładzającą kurtynkę wodną, piękna sprawa!


Kolejnym plusem startowania w zawodach w swojej miejscowości są kibice. Na chodnikach mijałam znajome twarze, dziękuję wszystkim za doping, uśmiech, to naprawdę pomaga biegającym, nawet jeśli na ich twarzy widnieje tylko grymas bólu i zmęczenia ;). Szczególne podziękowania dla mojego byłego trenera, który na każdym kółku obwieszczał przez mikrofon, że biegnę - no jak mam nie przyspieszyć, jak całe miasto słyszy, że Ewa Żurkowska właśnie zaczyna kolejne 2,5 km w bardzo dobrym tempie?  Było ciężko, odkładałam siły na ostatnie okrążenie, co okazało się nie do końca dobrym pomysłem - na ostatnim kółku zaczęłam dublować zawodników i dosyć ciężko było ich wyprzedzać, bo zazwyczaj biegli w grupkach. W końcu dobiegłam do mety, na zegarze 42:51, co prawda daleko od życiówki 41:14, ale jak na pogodę i moje problemy zdrowotne poszło naprawdę nieźle! Podobnie jak moim rodzicom, mama spełniła nawet swoje marzenie i stanęła na podium w swojej kategorii wiekowej. Jestem z nich bardzo dumna i będę motywować dalej! Do mety dotarłam jako 5 zawodniczka, druga w mojej kategorii wiekowej oraz jako druga mieszkanka Myśliborza. W nagrodę otrzymałam puchar, bony o łącznej wartości 170 zł na zakupy w sklepie RunExpert i motywację do dalszego biegania :) 


Zdjęcia pochodzą z mojego archiwum, galerii na stronie Myśliborskiej Dziesiątki oraz Nabiegowo

Jakie wnioski? Bieganie uczy pokory, samodyscypliny, wytrwałości, niesamowicie kształtuje nasz charakter. Ciekawe czy byłabym dzisiaj tą samą Ewą, gdybym jako dziecko nie uparła się, że muszę wystartować i nie zapoczątkowała tej całej sportowej przygody? :) Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, a ciężką pracą można osiągnąć wszystko czego się pragnie. 

To co, kiedy widzimy się na zawodach? :)

Podziel się:

0 komentarze