Wings for Life Poznań 2016


W niedzielę wzięłam udział w niezwykłym, charytatywnym biegu Wings for Life, z którego dochód w całości przeznaczony jest na badania nad leczeniem przerwanego rdzenia kręgowego. W tym roku udało się zebrać aż 6,6 mln euro na ten szczytny cel! Chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami i zachęcić Was do udziału w tym wydarzeniu za rok, a jeśli startowaliście we wczorajszej edycji koniecznie dajcie znać jak Wam poszło!


 Dlaczego ten bieg jest taki wyjątkowy?
Po pierwsze to jedyny bieg, w którym goni Cię meta, a nie Ty biegniesz do mety. Samochód rusza po 30 minutach od startu zawodników i powoli zwiększa swoją prędkość. Bieg kończysz wtedy, kiedy mija Cię auto z ambasadorem za kierownicą (a w tym roku był nim Adam Małysz :)).

Przed startem udało mi się nawet cyknąć z nim zdjęcie :)

Po drugie bieg rusza o tej samej godzinie w 30 krajach na 6 kontynentach. Brzmi nieźle, prawda?
Po trzecie na starcie panuje niesamowita atmosfera, nikt nie skupia się na życiówkach, wszyscy biegną za tych, którzy nie mogą, a taka myśl jest ogromnie motywująca!

Napis za mną mówi sam za siebie :)

Cel zawodów
Przed startem nie miałam planu, nie kalkulowałam ile chciałabym przebiec, bo ostatnio borykam się z małymi problemami zdrowotnymi, które utrudniły mi trenowanie. Postanowiłam, że przebiegnę całą trasę i samochód dopadnie mnie w biegu, choćbym miała na koniec truchtać wolniej niż chodzę.

Minuta do startu!

Jak mi się biegło?
Zupełnie na luzie, jak nigdy nie stresowałam się startem! Pierwsze kilometry były genialne. Pogoda idealna, ale dla ludzi, którzy w planach mieli opalanie nad jeziorkiem. Wiedziałam, że przy takiej temperaturze trzeba będzie walczyć ze zdwojoną siłą.


Do 10 km trasa prowadziła przez miasto. Tłumy kibiców, dzieci wystawiające ręce do zbijania piątek, brawa, to wszystko sprawia, że nogi same niosą do przodu. Tym bardziej jeśli widzisz, że koło Ciebie jedzie zawodnik na wózku. Świadomość tego ile wysiłku kosztuje tę osobę taki start zawsze mnie wzrusza.


Na trasie kilka osób dopingowało mnie po imieniu, zastanawiam się, czy to ktoś z Was moich czytelników, jeśli tak to koniecznie dajcie mi znać gdzie staliście! :) Kryzys pojawił się koło 13 km, kiedy ciągle chciało mi się pić, woda z punktów żywieniowych gasiła pragnienie tylko na 500 metrów, a kolejny dopiero za 4,5 km...  Na szczęście łykiem wody poratowała mnie Zosia z Kobiety biegają, którą spotkałam na trasie, dziękuję! :)


Żar lał się z nieba, od czasu do czasu zawiewał wiatr, co było istnym wybawieniem dla wszystkich zawodników. Kiedy wybiegliśmy z Poznania zaczęła się walka, coraz więcej osób odpuszczało, trasa nieubłaganie prowadziła ciągle pod górkę, kibicie majaczyli gdzieś daleko na horyzoncie, a przed nami była pusta szosa. Pomyślałam sobie, że to taki paradoks, zanim wystartujesz masz nadzieję, że samochód nigdy Cię nie dogoni, ale kiedy zaczynają palić Cię stopy i myślisz tylko o ugaszeniu pragnienia to właściwie zaczynasz się modlić, żeby ten samochód w końcu podjechał!

No i w końcu podjechał :) 

Na 20 km pojawiła się mżawka i chyba nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z deszczu. Nie oglądałam się za siebie, więc nawet nie wiedziałam kiedy pojawiło się auto. Już? Przecież nawet nie zdążyłam odpalić finiszu. Mimo wszystko cieszę się, że to już koniec, tym bardziej kiedy parę kroków dalej mijam chorągiewkę niespodziankę - wow, udało się przebiec półmaraton, nawet nie zakładałam takiego scenariusza!


Na szczęście mój bieg zakończyłam niedaleko punktu z wodą i autobusami powrotnymi, dlatego uzupełniłam płyny i po chwili jechałam już po odbiór medalu. Na Malcie pamiątkowe selfie i gratulacje dla moich rodziców, którym udało się pokonać 14,5 km! Uwielbiam kiedy startujemy razem w zawodach, często w trakcie biegu zastanawiam się jak im idzie, ściskam za nich mocno kciuki, a kiedy skończę już swój bieg nie odpoczywam, tylko lecę na trasę kibicować im na ostatnich metrach :).


Zwycięzcy
Biegło nas wczoraj 4 tysiące osób, wszyscy którzy wystartowali są zwycięzcami, nigdy o tym nie zapominajcie i nie dajcie się zwariować cyferkom na zegarku :)!
W Polsce najdłużej przed metą uciekała Agnieszka Janasiak, która przebiegła 39 km i 920 m, a z panów Tomasz Walerowicz, który nie dał się złapać przez 71 km i 120 m. Warto wspomnieć, że zeszłoroczni zwycięzcy również pokazali na co ich stać! Bartosz Olszewski w Kanadzie zrobił drugi wynik na świecie z dystansem 82 km i 400 m, a Dominika Stelmach w Australii zajęła 7 miejsce wśród kobiet na świecie, pokonując dystans 53 km i 540 metrów (tak na marginesie, aby osiągnąć wynik 82 km należy biec przez 5 h i 12 minut w tempie 3:48!).


Mój certyfikat wygląda tak :) 

Organizacja
Ogromny plus za świetną organizację zawodów. Biuro zawodów otwarte już od piątku, koszulki przed odbiorem można było przymierzyć, obejrzeć i uniknąć przykrej niespodzianki po otwarciu worka. Jak dla mnie koszulka wydaje się lekka i wygodna. Najważniejsze, że obyło się bez kolejek przy odbiorze, wolontariusze uwijali się jak mrówki, naprawdę brawa dla organizatorów i całej ekipy! Jedyne co mi nie pasowało to zbyt mała ilość stoisk z wodą na trasie, w tak upalny dzień odległość 5 km była zabójcza.


Ambasadorzy
Oprócz Adama Małysza nad Maltą można było spotkać między innymi Joannę Jóźwik, Agnieszkę Więdłochę, Jarka Hampela, Beatę Sadowską, Monikę Pyrek. Niektórzy z nich utworzyli własne drużyny, ja biegłam w team'ie Asi.


Podsumowanie
Tegoroczny bieg Wings for Life będę wspominać naprawdę miło i wystartuję również za rok. Warto pomagać, a jeśli można połączyć przyjemne z pożytecznym to aż żal się nie skusić. Na bieg możecie zarejestrować się już dziś, tutaj. Pakiet na WFL będzie doskonałym prezentem dla każdego biegacza (nawet amatora, nie trzeba bać się dystansu, w końcu sam decydujesz ile chcesz przebiec!), dlatego jeśli jeszcze nie macie pomysłu na dzień matki/urodziny/święta, to koniecznie weźcie pod uwagę taką niespodziankę :) I pamiętajcie...

Podziel się:

0 komentarze