Czy warto jechać na Erasmusa?


Od mojego przylotu do Bułgarii minął równy miesiąc. W związku ze zmniejszoną aktywnością na blogu (za co bardzo przepraszam, ale chcę jak najintensywniej wykorzystać mój czas tutaj) zaczęły napływać wiadomości "Ewa, co u Ciebie? Jak Ci na tym Erasmusie?". Dzisiaj kilka słów podsumowania ostatniego miesiąca i odpowiedź na pytanie czy warto pokusić się na semestr studiów w innym państwie :).



DLACZEGO WYJECHAŁAM?
Od zawsze chciałam studiować za granicą. W liceum zdałam maturę międzynarodową, ale kiedy przyszło do składania dokumentów na studia, po prostu nie mogłam zostawić mojego (wówczas jeszcze) chłopaka i tak po prostu wyjechać. Koniec końców zostałam przyjęta do grona studentów Poznańskiego Uniwersytetu Medycznego, a szczęśliwym zrządzeniem losu mojemu narzeczonemu udało się w tym samym roku przenieść na tę samą uczelnię. Żyłam tak sobie ostatnie trzy lata i za każdym razem w okolicach lutego, gdy odbywała się rekrutacja na wyjazd w ramach programu Erasmus z tyłu głowy tliła mi się myśl - A może by tak spróbować i wyjechać chociaż na jeden semestr?

Varna

"TO BYŁA NAJLEPSZA DECYZJA W MOIM ŻYCIU"
Z pomocą przyszło kolejne zrządzenie losu. Na zajęciach z urologii dosiadła się do mnie koleżanka, która właśnie wróciła z Plovdiv i z błyszczącymi oczami opowiadała o swoim pobycie w Bułgarii. "To była najlepsza decyzja w moim życiu!" - usłyszałam kilkukrotnie podczas tej rozmowy i nie mogłam przestać o tym myśleć. Tego samego dnia wróciłam do domu z decyzją, że chcę spróbować i opowiedziałam o wszystkim narzeczonemu. Myślałam, że zaprotestuje, spodziewałam się sprzeciwu, a usłyszałam "Zawsze chciałaś studiować za granicą, nie chcę żebyś kiedykolwiek żałowała, że czegoś w życiu przeze mnie nie zrobiłaś, spełniaj swoje marzenia". Mówiłam już, że mam najwspanialszego (!!!) mężczyznę na świecie? Zadzwoniłam do rodziców, którzy upewnili mnie w przekonaniu, że zajmą się Lucjanem podczas mojej nieobecności (o ile dam radę go udźwignąć po tych kilku miesiącach u dziadków ;)), więc pozostało mi już tylko złożyć dokumenty.

Plovdiv

JAK WYGLĄDA REKRUTACJA?
Rekrutacja na pewno wygląda inaczej na każdej z uczelni, na mojej aby wyjechać należy przedstawić średnią ocen ze wszystkich lat studiów (minimum 3,5), osiągnięcia (publikacje, wystąpienia podczas konferencji), potwierdzić znajomość języka (certyfikatem lub oceną z egzaminu w Studium Języków Obcych), napisać list motywacyjny... i czekać na decyzję.

Bachkovo

W końcu przyszedł moment, w którym otworzyłam skrzynkę mailową i znalazłam swoje nazwisko na liście zakwalifikowanych. Potwierdziłam swoje uczestnictwo, kupiłam bilet do Sofii i wiedziałam, że nie ma już odwrotu ;) Im bliżej było do mojego wylotu, tym bardziej radosne oczekiwanie przeplatało się z nutką wątpliwości. W końcu po kilkunastu próbach zmieszczenia się w kilogramowym limicie bagażowym byłam gotowa do wyjazdu.


DLACZEGO AKURAT BUŁGARIA?
a) zajęcia odbywają się po angielsku
b) znam kilka osób, które były tutaj przede mną (słyszałam same dobre opinie) i mogłam w każdej chwili zapytać je o poziom nauczania, warunki mieszkalne, niezbędne do zabrania rzeczy itd.
c) jest tania w stosunku do reszty Europy (waluta to lewy, 1 LB = ok. 2,20 PLN), ceny są bardzo podobne do polskich
d) wiedziałam, że nie będzie problemu z przepisaniem ocen z egzaminów zdanych w Bułgarii (czasami uczelnie wymagają ponownego zdania egzaminu w Polsce jeśli liczba godzin różni się w znacznym stopniu)


ZALETY
Moim zdaniem największym plusem wyjazdu jest poznanie ludzi z całego świata. A Erasmusi to bardzo otwarci i przesympatyczni ludzie! W gronie moich znajomych wylądowali ludzie z Francji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Czech, Jordanii, Grecji, Syrii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Brazylii, Macedonii, Turcji, Luksemburga, Holandii, Bułgarii i Niemiec. Każdy z nich jest wyjątkowy na swój sposób, ma inny talent, inne zwyczaje, wywodzi się z innej kultury, co jest absolutnie niesamowite. Oczywiście wyjazd to okazja aby podszkolić swoje umiejętności językowe. Nie tylko słownictwo specjalistyczne, ale jest to również szansa, aby przełamać barierę komunikacji w obcym języku (ja akurat nie miałam tego problemu, ale mam kilku znajomych Włochów, którzy przyjechali z baaardzo podstawową znajomością języka i z każdym dniem idzie im coraz lepiej).



Wyjazd uczy odpowiedzialności i organizacji, tysiące kilometrów od domu, obcy język, inne zwyczaje i jesteś zdany tylko na siebie. Ja odkryłam w sobie duszę podróżnika - chcę zobaczyć jak najwięcej i ciągle wyszukuję nam nowe miejsca do zwiedzania, a weekend spędzony w akademiku uważam za stracony. Nauczyłam się szukać tanich lotów i tym sposobem we wtorek lecę do domu :D (miesiąc rozłąki to za dużo!), dwa tygodnie później znajomi przylatują do mnie, a na początku grudnia lecimy do Rzymu :). Odkryłam też, że nie potrzebuję całej szafy ubrań, żeby mieć w co się ubrać, a 25 kg rzeczy wystarczy żeby przetrwać jeden semestr poza domem. Trzeba przyznać, że Erasmus stwarza idealne warunki do imprezowania. Szczególnie jeśli postanawiasz zdawać mało przedmiotów, dwulitrowe piwo kosztuje niecałe 6 złotych, a z centrum możesz wrócić taksówką za 8 złotych.



Mój plan jest wypełniony po brzegi (chciałam mieć jak najwięcej czasu na przygotowania do ślubu po powrocie), ale daję radę bez problemu pogodzić to życiem towarzyskim i treningami. Trzeba przyznać, że jesteśmy trochę uprzywilejowani na zajęciach :) Mimo wszystko staram się na bieżąco przygotowywać i uczyć, żeby nie wrócić do Polski z zaległościami. Wiele osób którym mówiłam o moim wyjeździe pukało się w czoło i pytało po co mi taki wyjazd przed ślubem. A rozłąka potrafi zadziałać wręcz przeciwnie - już nie mogę się doczekać kiedy w końcu zobaczę się z Kubą, a każda rozmowa na skype to niemal jak pierwsza randka ;). Jestem tutaj dopiero miesiąc, ale na razie jedyną rzeczą której żałuję, jest to, że nie pojechałam na Erasmusa szybciej. Wtedy mógłby to być już mój drugi wyjazd i mogłabym zobaczyć jeszcze więcej, poznać jeszcze więcej osób! Jeśli się wahasz - jedź. Być może to ostatnia szansa na taki beztroski wyjazd, kiedy nie musisz martwić się pracą, dziećmi i pieniędzmi.


WADY
Jedyną wadą samego wyjazdu jak dla mnie jest tęsknota za bliskimi. Jeśli chodzi o Bułgarię, to pierwsze wrażenie może być mało korzystne. Okropne chodniki (na których nietrudno stracić zęby), niektóre budynki przypominają te, które mieliśmy jakieś 20 lat temu w Polsce, brak brodzików (kąpiel = woda wszędzie), toalety "dziura w podłodze" (na szczęście spotkałam taką tylko raz na dworcu w Warnie), a nasze śniadanie przygotowane przez właściciela hostelu składało się z rogalików Seven days i ciastek z pudełka. Dla mnie największym minusem życia w Bułgarii jest jedzenie - bardzo tłuste, w każdym daniu jest mnóstwo masła, oleju, sera, przyprawy nie do końca trafiają w moje kubki smakowe, a makaron jest zawsze rozgotowany.


W akademiku nie ma lodówki, ani kuchni. Istnieją za to stołówki (również na uczelni) z bardzo tanim jedzeniem. Za obiad składający się z dwóch dań z deserem można czasami zapłacić nawet mniej niż 10 złotych. Oczywiście zdrowego jedzenia tam za bardzo nie dostaniemy. W weekendy jadamy w restauracjach, ale i z tym należy uważać (jedną wizytę w knajpie odpokutowałam potężnym zatruciem pokarmowym, a brzuch bolał mnie jeszcze przez tydzień).  "Normalne" pieczywo dostępne jest tylko w Kauflandzie i Lidlu, w przydrożnych piekarniach można kupić całą gamę albo bardzo słodkich, albo bardzo tłustych bułek czy pizzę sprzedawaną na kawałki. Na przystankach autobusowych nie ma rozpiski - nigdy nie wiesz kiedy przyjedzie Twój autobus i kiedy musisz wyjść na zajęcia. Koniec końców do wszystkiego można się przyzwyczaić, szczególnie jeśli w grę wchodzi cała masa plusów, które wymieniłam wcześniej :)


Jeśli macie jakieś pytania to zachęcam do komentowania, chętnie odpowiem! :) Chcielibyście poczytać więcej na temat mojego wyjazdu? Miejsca w Bułgarii, które warto zobaczyć, o czym warto wiedzieć przed przyjazdem do Bułgarii, jak spakować się na półroczny wyjazd? Czekam na Wasze opinie!

Podziel się:

0 komentarze